Relacja z wycieczki „Rowerem po Izerach” w dniach 30 maja – 4 czerwca 2026 roku
„IZERA” może kojarzyć się z niespełnioną obietnicą miliona nowoczesnych samochodów z napędem elektrycznym ale nazwa ta ma swoje historyczne przypisanie:
1 – to szczyt górski (1122 m npm.) w paśmie górskim Sudetów Zachodnich,
2 – rzeka na granicy Polski i Czech. Pasmo Gór Izerskich położone jest pomiędzy Szklarską Porębą, Świeradowem Zdrój na północy, a Libercem i Tanvaldem na południu, w większej części na terenie Czech. Średnio wysokie góry zbudowane z granitów, gnejsów i łupków łyszczykowych ze spora liczbą śródgórskich wypłaszczeń. Szczyty przeważnie mocno zalesione, kilka malowniczych torfowisk wysokich. Region słynie z wyjątkowego klimatu – Hala Izerska uważana jest za polski biegun zimna. Temperatury powietrza analogiczne do gór wyższych o 500-700 metrów. Pokrywa śnieżna leży często do maja, a wakacyjne nocne przymrozki są tu czymś normalnym. Miłośnikom nart biegowych znane są trasy wokół ośrodka w Jakuszycach.
Początkowe duże zainteresowanie wyjazdem na rowerową eskapadę ograniczyło się do trzech entuzjastów jazdy na dwóch kółkach. Grupa zaopatrzona w specjalny pakiet ubezpieczenia rowerowego oraz własne e-rowery (typu trekking) wyruszyła w sobotę z Warszawy zbierając się po trasie. Droga do Szklarskiej Poręby była nieskomplikowana – szybkie trasy A2, A1, S8 i DK5. Bazą pobytową był klimatyczny pensjonat „Jeleni Róg” w centrum miejscowości, z własnym parkingiem i schowkiem na rowery J Po rozpakowaniu mały rekonesans pieszy po okolicy.
Niedziela 31 maja to właściwy start eksploracji, ale kierunek jazdy to nie Izery tylko południowe zbocza Karkonoszy (te ze Śnieżką i Szrenicą) – trasami rowerowymi do Karpacza. Na początek po asfalcie, a następnie trudną trasą MTB przez las – nawierzchnia gruntowa z korzeniami i mnóstwem kamieni czy też głazów. Z kolejnymi kilometrami nawierzchnia stała się lżejsza – były szutry, mniej lub bardziej kamieniste. Po 29 kilometrach trudu grupa dojechała do Karpacza – mała runda po ulicach i bezdrożach miasta zakończona przerwą na obiad w sąsiedztwie Świątyni Wang. Zregenerowani rowerzyści ruszyli w drogę powrotną do Szklarskiej Poręby, tym razem dłuższą ale dużo łatwiejszą trasą. Łączny wynik dnia to: dystans 61 km, przewyższenie +1325 m, nachylenia max. -22,5/+25,5%. Słowo dnia – MASAKRA.
Poniedziałek 1 czerwca – na początek 2 km podjazdu do stacji kolejowej Szklarska Poręba Górna. Tu przesiadka na pociąg Kolei Dolnośląskich do czeskiego Liberca. Długa podróż obrzeżem Gór Izerskich, przez kilkanaście tuneli i przystanków do największego miasta regionu. Z dworca kolejowego grupa przejechała ulicami miasta na rynek, tu tradycyjne zdjęcie z ratuszem w tle. Z Liberca trasa wiodła przez Bedrichov, wokół szczytu Izery (ok 24 km tylko do góry). Później łagodnie i w dół przez wieś Izerka do Karlovskiego mostu na granicznej rzece Izerze. Nawierzchnie trasy głownie asfaltowe, trochę betonowych płyt i szutru. Przejazd przez most to powrót do trudnych warunków drogowych – leśne ścieżki i drogi o mocno kamienistej nawierzchni. Trasa przez Stację Turystyczną ORLE i Jakuszyce prowadziła do bazowego pensjonatu. Łączny wynik dnia to: dystans 52 km, przewyższenie +1230 m, nachylenia max. -18,3/+15,2%. Słowo dnia – AHOJ.
Wtorek 2 czerwca – kierunek jazdy to Świeradów Zdrój. Trasa przez Szklarską Porębę Dolną początkowo asfaltem w dół, później do góry znośne szutry. Długi odcinek przez ładne lasy południowym zboczem Kamienicy (972 m npm). Po 22 km zmiana nachylenia – teraz 8 km w dół, do uzdrowiska. W mieście trochę przerwy i zdjęcie na deptaku przy fontannie. Do Polany Izerskiej – 9 km, ciągle do góry. Później zjazd doliną rzeki Kamiennej do Szklarskiej Poręby. W drugiej części trasy sporo turystów, także na rowerach. Łączny wynik dnia to: dystans 58 km, przewyższenie +1286 m, nachylenie max. -22,2/+19,5%. Słowo dnia – TLEN.
Środa 3 czerwca – nad zachodnie Sudety dotarł front atmosferyczny i od rana padał deszcz L Po kibicowaniu Mai Chwalińskiej (wygrany ćwierć finał Roland Garros) zwiedzanie Leśnej Huty Szkła i Chaty Walońskiej. Po południu opady nieco zelżały, więc grupa zdobyła 9 punktów GOT na rozmokłym niebieskim szlaku z pensjonatu przez Sowie Skały, taras Złoty Widok, Grób Karkonosza do „Chybotka”. Słowo dnia – DESZCZ.
Czwartek 4 czerwca – dzień powrotu do Warszawy. Po śniadaniu zapakowanie bagaży i rowerów na samochód i powrót znaną już trasą.
Słowniczek:
MASAKRA – zwarty opis wrażeń z jazdy po górskich trasach extreme MTB,
do wyboru wariant do góry lub w dół,
AHOJ – pozdrowienie wilków morskich, szczególnie popularne na południe od Izery,
TLEN – pierwiastek chemiczny o liczbie atomowej 8, którego brak był wyjątkowo dokuczliwy przy podjazdach o nachyleniu +20%,
DESZCZ – popularny opad atmosferyczny obserwowany w regionie przez wiele godzin w dniu 3 czerwca.
Podsumowanie wycieczki to ponad 170 km rowerowych tras, trudne nawierzchnie i podjazdy, szalone zjazdy i piękne widoki. Koordynatorem (i uczestnikiem) wyjazdu był kol. Zbigniew Ogrodowski.
Zapraszamy na kolejną eskapadę rowerową na koniec wakacji.
